PL
Okładka: i wulkan w brzuchu – bajka na dobranoc Leoni wulkan w brzuchuTaleLamp

Wulkan w brzuchu

Bajka dla Leona

4–6 lat4 min

MagiaZłość

Kto dziś jest bohaterem?

Czytanie w bibliotece jest za darmo. Zawsze. Imię zostaje w Twojej przeglądarce.

Wulkan w brzuchuLeon

Wieczorem na dywanie w pokoju Leona stała wieża z klocków. Wysoka, prawie do parapetu, czerwona i niebieska na przemian. Leon budował ją od podwieczorku i został już tylko jeden klocek. Ten na sam czubek.

Leon postawił go ostrożnie, czubkami palców. Wieża zachwiała się raz, drugi… i bęc! Wszystkie klocki rozsypały się po dywanie, aż pod łóżko.

I wtedy w brzuchu Leona coś się obudziło. Najpierw zrobiło się gorąco. Potem zaczęło bulgotać. A potem huknęło jak prawdziwy wulkan.

– Nieee! – krzyknął Leon tak głośno, że aż zadrżał abażur.

Leon tupnął nogą. Tup! I drugą. Tup! Potem chwycił czerwony klocek i rzucił nim w kąt. Klocek stuknął o ścianę i wturlał się pod szafę.

Ale wulkan wcale nie ucichł. Bulgotał dalej, gorący i czerwony.

– Wszystko w porządku? – zawołała mama z kuchni.

– Nie! – odkrzyknął Leon. – Wszystko jest do niczego!

Wtedy na abażurze zamigotało malutkie światełko. To Świetlik przysiadł na brzegu lampy i zaświecił zielono.

– Ojej – szepnął. – Ale tu gorąco. Co to takiego?

– Wulkan – mruknął Leon. – W brzuchu. I nie chce przestać.

– Hm – powiedział Świetlik. – A co robisz, kiedy zupa jest za gorąca?

Leon spojrzał na niego spod zmarszczonych brwi.

– Dmucham na nią. Żeby ostygła.

Leon nabrał powietrza. Dużo, aż po sam czubek nosa. I dmuchnął powoli, długo, jak na talerz gorącej zupy. Fffuuu.

Wulkan w brzuchu zabulgotał trochę ciszej.

– Jeszcze raz – powiedział Leon sam do siebie. Fffuuu. I jeszcze raz. Fffuuu.

Gorąco zaczęło spływać w dół, przez kolana, do stóp i dalej w dywan.

Ale ręce wciąż były zaciśnięte w pięści. Twarde jak dwa kamienie.

– Ręce też są gorące – zauważył Leon. – Z rąk też go wypuszczę.

Ścisnął pięści jeszcze mocniej. Raz, dwa, trzy. I puścił. Palce rozwinęły się jak płatki kwiatka.

Ścisnął i puścił. Ścisnął i puścił. Za trzecim razem ręce zrobiły się miękkie i ciepłe. Jak po kąpieli.

Leon położył dłoń na brzuchu i nasłuchiwał. Wulkan już nie huczał. Nie bulgotał. Na samym dnie brzucha leżał tylko mały, ciepły kamyk. Gładki, jak te znad jeziora.

– Został kamyk – szepnął Leon.

– Kamyk to dobrze – powiedział Świetlik i zamigotał. – Kamyk można nosić w kieszeni.

Do pokoju zajrzała mama.

– Słyszałam wulkan – powiedziała cicho i usiadła na dywanie.

– Już go nie ma – odpowiedział Leon. – Zdmuchnąłem go. I wypuściłem z rąk.

Mama przytuliła Leona, a potem razem wyciągnęli czerwony klocek spod szafy.

Wieżę zbudowali na nowo, tym razem niższą, do połowy okna. Nic się nie zawaliło.

Potem było mycie zębów, piżama i kołdra po samą brodę. Leon leżał cicho i trzymał rękę na brzuchu. Tam, gdzie przed chwilą był wulkan, teraz było spokojnie i ciepło.

– Dobranoc, kamyku – szepnął Leon.

Świetlik przygasł na abażurze. Za oknem było ciemno i cicho. A mały ciepły kamyk kołysał się razem z oddechem, w górę i w dół, w górę i w dół, aż do rana.

Dobranoc, Leonie.

Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026

Zrób książeczkę z tą bajką w środku

Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.

Ułóż książeczkę 12 bajek

Więcej bajek