PL
Okładka: i zgubiona rękawiczka Mikołaja – bajka na dobranoc Antośi zgubiona rękawiczka MikołajaTaleLamp

Zgubiona rękawiczka Mikołaja

Bajka dla Antosia

4–6 lat6 min

MagiaMikołajki

Kto dziś jest bohaterem?

Czytanie w bibliotece jest za darmo. Zawsze. Imię zostaje w Twojej przeglądarce.

Zgubiona rękawiczka MikołajaAntoś

Piątego grudnia śnieg padał od samego rana. Kiedy Antoś wrócił z przedszkola, cały płot był biały, a na schodkach przed domem leżały małe poduszki ze śniegu. Antoś otrzepał buty i wtedy coś zobaczył tuż przy drzwiach.

Na wycieraczce leżała rękawiczka. Czerwona, wełniana, z białym futerkiem na brzegu. Była ogromna, o wiele większa od rączki Antosia. Antoś podniósł ją i powąchał. Pachniała cynamonem i mrozem.

– Chodź, zobacz! – zawołał Antoś. – Szybko!

Zielone światełko wyfrunęło zza doniczki na parapecie. Świetlik, malutki robaczek, zawsze pojawiał się, kiedy działo się coś ważnego.

– Czerwona rękawiczka z futerkiem – powiedział cicho. – Wiesz, kto nosi takie rękawiczki?

– Mikołaj – szepnął Antoś. – Mikołaj zgubił rękawiczkę! A na dworze jest mróz. Zmarznie mu ręka!

Antoś wciągnął z powrotem kurtkę, czapkę i własne rękawiczki. Rękawiczkę Mikołaja schował pod kurtkę, żeby nie zmarzła jeszcze bardziej.

– Muszę go znaleźć – powiedział Antoś. – I to zaraz, zanim zrobi się ciemno.

– Pójdę z tobą – powiedziała mama i włożyła kurtkę.

Najpierw wyszedł na podwórko i zadarł głowę. Mikołaj chodzi po dachach, każdy to wie. Ale dach był biały i gładki. Komin dymił sobie spokojnie. Ani czapki, ani worka, ani nikogo.

– Halo, Mikołaju! – zawołał Antoś w stronę komina. – Mam twoją rękawiczkę!

Odpowiedział tylko wróbel, który siedział na rynnie: ćwir.

Antoś pobiegł na strych, gdzie było małe okienko wprost na dach. Przetarł szybkę rękawem i przycisnął do niej nos. Na dachu leżał śnieg, równy jak kołdra. Nikt po nim nie chodził.

„Może jest w parku” – pomyślał Antoś. Mikołaj na pewno lubi ławki. Można na nich odpocząć z ciężkim workiem.

Tuż za furtką, pod samymi oknami domu, był mały park, taki na trzy ławki i jedną zjeżdżalnię. Antoś pobiegł tam, mama szła obok, a zielone światełko leciało przed nimi jak mała latarka. Śnieg skrzypiał pod butami: skrzyp, skrzyp. Zajrzał pod ławki. Zajrzał za zjeżdżalnię. Na gałęzi siedziała sroka i patrzyła z ciekawością.

– Sroko, nie widziałaś Mikołaja? – zapytał Antoś.

Sroka zaskrzeczała i odleciała. Chyba nie widziała.

W drodze powrotnej Antoś zauważył coś przy samej furtce i przystanął.

W śniegu były duże ślady butów. Naprawdę duże. Antoś poszedł po nich krok za krokiem, stawiając swoje małe buty w wielkich odciskach. Ślady szły wzdłuż płotu, koło latarni, aż do skrzynki na listy. I tam się kończyły. Po prostu znikały, jakby ktoś odleciał w górę.

Antoś usiadł na schodkach przed domem. Robiło się szaro, w oknach zapalały się światła. Śnieg sypał się za kołnierz. Rękawiczka pod kurtką była ciepła, ale Mikołaj gdzieś tam miał zimną rękę.

– Nie znajdę go – powiedział cicho Antoś. – Świat jest za duży, a ja jestem mały.

Robaczek usiadł Antosiowi na kolanie i zamigotał łagodnie.

– Zimno ci – szepnął Świetlik. – Chodźmy już do domu.

Antoś podniósł głowę. W oknach naprzeciwko, na parapetach, stały już wyczyszczone buciki. Czekały na Mikołaja. I nagle Antoś już wiedział.

– Nie muszę go szukać! – zawołał. – Mikołaj sam przyjdzie do mnie. Do bucika na oknie!

W domu było ciepło i pachniało kolacją. Antoś zdjął kurtkę i położył rękawiczkę na kaloryferze, żeby się dobrze wygrzała. Potem wziął kartkę i czerwoną kredkę.

Pisać jeszcze nie umiał, więc narysował: dużą rękawiczkę, uśmiechniętą buzię i serduszko. Na dole dorysował jeszcze małe słoneczko, żeby Mikołajowi było cieplej.

– Co tu jest napisane? – zapytał robaczek, chociaż dobrze wiedział.

– Że to twoja rękawiczka i żebyś nie marzł – wyjaśnił Antoś. – I że bardzo cię lubię.

– To najlepszy list, jaki w życiu widziałem – powiedział cicho.

Antoś postawił na parapecie wyczyszczony bucik. Obok położył ciepłą rękawiczkę, a na niej kartkę. Odsunął zasłonkę na sam bok, żeby Mikołaj na pewno zauważył.

– A jeśli nie zauważy? – zapytał Antoś.

– Zauważy – powiedział Świetlik. – Będę świecił obok. Czerwona rękawiczka i zielone światełko, tego nie da się przeoczyć.

Antoś wszedł pod kołdrę. Na parapecie stał bucik, leżała rękawiczka, świecił Świetlik. Wszystko było gotowe. Za oknem cichutko padał śnieg i przykrywał wszystkie ślady, te duże i te małe.

– Dobranoc, Mikołaju – szepnął Antoś. – Nie zmarznij.

Oczy same się zamknęły. Śniła się Antosiowi rękawiczka, taka wielka, że można było w niej spać jak w śpiworze. W środku było miękko, czerwono i pachniało cynamonem.

A kiedy Antoś już spał, ktoś bardzo cicho przeszedł pod oknem. Ktoś w czerwonym płaszczu. Rękawiczka zniknęła z parapetu, a na jej miejscu został pierniczek, okrągły i pachnący. Na pierniczku lukrem napisane było jedno słowo: „Dziękuję”. Śnieg padał dalej, cichutko, cichutko, a w całym mieście nikomu nie było zimno.

Dobranoc, Antosiu.

Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 28.09.2026

Zrób książeczkę z tą bajką w środku

Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.

Ułóż książeczkę 12 bajek

Więcej bajek