PL
Okładka: i podarty lampion – bajka na dobranoc Aniai podarty lampionTaleLamp

Rózga od Mikołaja

Bajka dla Ani

4–6 lat6 min

MagiaMikołajkiZ mamą

Kto dziś jest bohaterem?

Czytanie w bibliotece jest za darmo. Zawsze. Imię zostaje w Twojej przeglądarce.

Rózga od MikołajaAnia

Był piąty grudnia, a to znaczy, że jutro Mikołajki. Na parapecie w kuchni stał już wyczyszczony bucik, a nad półką wisiał papierowy lampion z niebieskim ptaszkiem. Ania chciała tylko sięgnąć po miód do herbaty.

Stanęła na palcach przy półce, wyciągnęła rękę… i wtedy łokieć trącił lampion. Ten z niebieskim ptaszkiem. Ulubiony lampion mamy, zrobiony przez nią z papieru.

Trrrach!

Lampion leżał na podłodze, rozdarty na dwie połówki. Ptaszek patrzył smutno z jednej z nich. Ania zamarła w miejscu. W brzuchu zrobiło się zimno.

– Mama będzie zła – szepnęła Ania. – A Mikołaj… Mikołaj przyniesie rózgę.

Bo tak mówiła ciocia Basia: grzeczne dzieci dostają prezent, a niegrzeczne – rózgę. Suchą, szorstką rózgę zamiast czekolady.

Ania cofnęła się po cichutku. Połówki lampionu zawinęła w ściereczkę, jak w kocyk, i schowała za firanką, w kącie pod parapetem. Potem rozejrzała się dookoła. Nikt nic nie widział. Tylko bucik na parapecie jakby patrzył.

Od tej chwili Ania postanowiła być najgrzeczniejsza na świecie.

– Mamo, pozmywam kubki! – zawołała, choć nigdy nie lubiła zmywać.

– Mamo, poskładam klocki! Wszystkie! Nawet te pod łóżkiem!

– Mamo, umyję zęby sama. Dwa razy.

Mama patrzyła zdziwiona.

– Co się dzieje, Aniu? – zapytała. – Jesteś jakaś cicha.

– Nic – odpowiedziała Ania i uśmiechnęła się tak szeroko, że aż bolały policzki.

Wieczorem mama otuliła Anię kołdrą i zgasiła światło. Ale sen nie przychodził. Ania leżała i patrzyła w sufit. Za firanką w kuchni leżał lampion. Do bucika na parapecie jutro coś wpadnie. Prezent? Czy rózga?

Ania przewracała się z boku na bok. Poduszka była za gorąca. Kołdra za ciężka. A w brzuchu wciąż siedział ten zimny kamyk.

Wtedy nad łóżkiem zamigotało małe zielone światełko. Świetlik przysiadł na ramce łóżka i zaświecił łagodnie, jak lampka nocna.

– Nie śpisz – szepnął. – Coś cię gniecie?

– Lampion – wyznała Ania bardzo cicho. – Podarłam go. I schowałam. I teraz Mikołaj przyniesie mi rózgę.

Świetlik pomrugał, jakby się zastanawiał.

– A powiedz mi – zapytał – co jest cięższe: podarty lampion czy tajemnica, którą trzeba nosić samej?

Ania pomyślała chwilę. Lampion był lekki jak piórko. A tajemnica ciążyła jak plecak pełen kamieni.

– Tajemnica – przyznała Ania.

A plecak pełen kamieni łatwiej nieść we dwoje. Może warto komuś podać choćby kawałek? Ale komu? Mama była w salonie. Słychać było, jak szeleści papierem. Pewnie pakowała coś dla taty.

Ania wstała z łóżka. Podłoga była chłodna, a zegar w przedpokoju tykał głośno. Tik, tak. Tik, tak. Poszła najpierw do kuchni, odsunęła firankę i wyjęła zawiniątko ze ściereczki. Potem, z zawiniątkiem przy piersi, stanęła w drzwiach salonu.

– Mamo – powiedziała Ania. Głos był cieniutki jak nitka. – Muszę ci coś pokazać.

Mama odłożyła papier. Ania rozwinęła ściereczkę. Dwie połówki. Niebieski ptaszek. I łzy, które zrobiły się same.

– To ja. Podarłam. I schowałam. Nie chciałam…

Mama długo patrzyła na ptaszka. Nie krzyczała. Nie wzdychała. Potem rozłożyła ręce.

– Chodź tu.

Mama posadziła Anię na kolanach i otuliła kocem z kanapy, tak że wystawały tylko dwa nosy.

– Wiesz, co robi Mikołaj, kiedy ktoś podrze lampion? – zapytała mama.

Ania pokręciła głową.

– Nic. Bo Mikołaj nie liczy podartych lampionów. On pamięta inne rzeczy. Jak nakarmiłaś sikorki na balkonie. Jak pożyczyłaś Zuzi swoje kredki. Jak dzisiaj pozmywałaś kubki.

– Ale to zrobiłam ze strachu – mruknęła Ania.

– Kubki i tak są czyste – powiedziała mama i pogłaskała Anię po włosach.

– A rózga? – zapytała Ania jeszcze ciszej.

Mama roześmiała się cichutko.

– Rózga to taki żart z dawnych czasów. Jeśli Mikołaj ją przynosi, to dla śmiechu, i zawsze razem z prezentem. A lampiony… papier drze się każdemu. Mnie też. Babci też. Nawet Mikołajowi, kiedy śpieszy się z workiem.

Ania wyobraziła sobie Mikołaja, który rozdziera lampion i mówi „ojej”. Kamyk w brzuchu zrobił się mniejszy. A potem całkiem zniknął.

– Jutro go skleimy – powiedziała mama. – Będzie miał złotą kreskę, o tu, przez skrzydełko. Lampiony z kreską są najładniejsze, bo mają swoją historię.

Mama pocałowała Anię w czubek głowy i zaniosła do łóżka na rękach, chociaż Ania była już duża.

W łóżku było ciepło, a poduszka była w sam raz. Świetlik siedział na ramce i świecił coraz słabiej, jak choinka, którą ktoś powoli gasi.

– Lżej? – szepnął.

– Lżej – odpowiedziała Ania i ziewnęła.

Za oknem prószył śnieg. Na parapecie w kuchni czekał bucik, czysty i pusty, i wcale się nie martwił. Tajemnicy już nie było, a Ania zasnęła lekko, leciutko, jak śnieżynka, która wreszcie znalazła swój parapet.

Dobranoc, Aniu.

Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026

Zrób książeczkę z tą bajką w środku

Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.

Ułóż książeczkę 12 bajek

Więcej bajek