Aniai pierwsza gwiazdkaTaleLamp
W Wigilię cały dom pachniał inaczej niż zwykle. Z kuchni płynął zapach barszczu i grzybów, z pokoju – zapach choinki. A z przedpokoju – zapach mrozu, bo tata właśnie wniósł drewno.
– Kiedy kolacja? – zapytała Ania.
– Jak zawsze – odpowiedziała mama. – Kiedy na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka.
Ania podbiegła do okna. Niebo było szare jak koc. Ani jednej gwiazdki.
– Może niebo zapomniało? – zmartwiła się Ania.
– Niebo nigdy nie zapomina – powiedział tata, układając drewno przy piecu. – Ono po prostu nie ma zegarka.
Na choince, na najniższej gałązce, siedział Świetlik. Siedział tam od rana, między bombką a aniołkiem, i udawał lampkę. Nikt oprócz Ani nie zauważył, że jedna lampka mruga inaczej niż wszystkie.
Skoro gwiazdki nie było, trzeba ją było zrobić. Ania wyjęła żółtą kartkę, wycięła wielką gwiazdę z pięcioma ramionami i posmarowała ją klejem. Dużo kleju. Bardzo dużo.
– Mamo, jest gwiazdka! – zawołała Ania i odwróciła się od okna.
– Jest – powiedziała mama. – Na nosie.
Gwiazda wisiała na czubku nosa Ani i kiwała się przy każdym oddechu. Tata popatrzył bardzo poważnie.
– Pierwsza gwiazdka na nosie. Tego jeszcze w tym domu nie było. Można jeść?
– Nie można – powiedziała mama i zaśmiała się. – Liczy się ta za oknem.
Ania odkleiła gwiazdę, tylko trochę ciągnęło, i postawiła ją na parapecie. Niech chociaż patrzy.
– Pomożesz mi z talerzami? – zapytała mama. – Policz, ile nas jest.
Ania liczyła na palcach: mama, tata, ja.
– Trzy!
Mama położyła na stole cztery talerze.
– Ten czwarty to pomyłka – powiedziała Ania.
– Nie pomyłka. Czwarty talerz jest dla gościa.
– Jakiego gościa?
– Nie wiadomo – powiedziała mama i wróciła do kuchni. – Takiego, który może zapukać.
Ania stanęła nad czwartym talerzem. Talerz był biały i pusty i wcale nie wyglądał, jakby wiedział, dla kogo jest. To trzeba było ustalić.
– A może dla ciebie? – zapytała Ania w stronę choinki.
– Ja jem tylko światło – szepnął Świetlik. – A w barszczu bym utonął.
Ania pomyślała o kocie sąsiadów. Ale kot nie umie siedzieć na krześle. Pomyślała o misiu. Ale miś jadł już z nimi wczoraj. Za oknem niebo robiło się granatowe, a gwiazdki wciąż nie było.
I wtedy Ania zrozumiała.
– Już wiem! Czwarty talerz jest dla gwiazdki!
– Dla gwiazdki? – zdziwił się tata.
– Ona jeszcze nie przyszła. A jak przyjdzie, to będzie głodna, bo leci z bardzo daleka. – Ania mówiła coraz szybciej. – Tylko trzeba wszystko przygotować.
Najpierw poduszka na krzesło, bo gwiazdka jest mała i nie sięgnie do stołu. Potem najmniejszy widelczyk, ten od deseru. Potem serwetka, złożona w trójkąt.
– Gwiazdka ma pięć ramion – tłumaczyła Ania tacie. – Musi mieć czym wytrzeć wszystkie.
Na koniec Ania przyniosła papierową gwiazdę z parapetu i postawiła ją przy talerzu. Żeby każdy wiedział: zajęte.
– A jeśli gwiazdka nie umie schodzić z nieba? – szepnął Świetlik z choinki.
Ania zastanowiła się.
– To talerz poczeka. Talerze umieją czekać. – I po chwili: – Ja też trochę umiem.
Puk, puk, puk.
Ktoś zapukał do drzwi. Ania zamarła z serwetką w ręce. Tata poszedł otworzyć. W drzwiach stała pani Halinka z dołu, w chustce, ze słoikiem kompotu w rękach.
– Dobry wieczór – powiedziała. – Wnuki przyjadą dopiero jutro, a u mnie tak cicho. Nie przeszkadzam?
– To nie gwiazdka – szepnęła Ania do mamy. – To pani Halinka.
– To gość – szepnęła mama. – Taki, który zapukał.
Ania popatrzyła na czwarty talerz. Na poduszkę. Na malutki widelczyk. Pani Halinka była wysoka i na pewno wolała duże widelce.
Ania zdjęła poduszkę z krzesła. Zamieniła widelczyk na duży widelec. Ale papierową gwiazdę zostawiła.
– To pani miejsce – powiedziała Ania. – Było dla gwiazdki, ale gwiazdka może zjeść na niebie. Tam ma lepszy widok.
Pani Halinka spojrzała na gwiazdę przy talerzu i przyłożyła rękę do policzka.
– To ja dziś będę gwiazdą? Ojej. Nikt mi jeszcze tak nie powiedział.
– Patrzcie – powiedział wtedy tata cicho i pokazał na okno.
Nad dachem po drugiej stronie ulicy, tuż nad kominem, świeciło coś małego. Białego. Bardzo prawdziwego.
– Przyszła! – krzyknęła Ania. – Razem z panią Halinką!
Wszyscy czworo przyłożyli nosy do szyby. Gwiazdka mrugała, jakby mówiła „no, nareszcie”.
Tata podniósł Anię wysoko, żeby gwiazdka była jeszcze bliżej.
Potem było łamanie opłatka. Mama życzyła Ani dużo śmiechu, tata – wysokiej górki na sanki. Pani Halinka życzyła, żeby klej nigdy więcej nie trafiał na nos. A Ania życzyła wszystkim, żeby zawsze ktoś pukał.
Mama ścisnęła rękę Ani pod stołem, tak jak się ściska, kiedy słowa są za małe.
Potem barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, kompot pani Halinki, słodki i ciemny. Papierowa gwiazda stała przy talerzu i przez cały wieczór nikt jej nie przestawił. Pani Halinka śmiała się najgłośniej, kiedy tata opowiadał o gwiazdce na nosie.
Po kolacji Ania znalazła pod choinką miękką paczkę. W środku był szalik w gwiazdki. Żółte, jak z kredki. Ania owinęła się nim od razu, chociaż w pokoju było ciepło.
Wieczorem, już w piżamie, Ania stanęła jeszcze raz przy oknie. Teraz gwiazdek było mnóstwo, całe niebo. A na dole, w oknie pani Halinki, świeciło światło. Małe, żółte, jak z kredki.
– Która była pierwsza? – zapytał Świetlik z parapetu.
– Ta nad kominem – powiedziała Ania. I po namyśle: – Albo ta na dole. Nie wiem. Obie przyszły razem.
Mama i tata przyszli powiedzieć dobranoc. Ania położyła papierową gwiazdę na poduszce, obok głowy, a szalik w gwiazdki – na kołdrze. Na nosie wciąż był malutki ślad kleju. Trochę ciągnął. Trochę łaskotał.
Sen zapukał cichutko, jak gość. I Ania go wpuściła.

Dobranoc, Aniu.
Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026
Zrób książeczkę z tą bajką w środku
Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.
Ułóż książeczkę 12 bajek





