Leoni zamek bez smokaTaleLamp
Leon mieszkał w Polsce od lata. W domu mówiło się po swojemu, a po polsku Leon znał pięć słów: „dzień dobry”, „tak”, „nie”, „jabłko” i „zamek”. Słowo „zamek” było z książeczki taty, tej z wieżami i smokiem na okładce. A dziś był pierwszy dzień w przedszkolu.
W szatni, wciśnięty w kaptur kurtki Leona, siedział Świetlik.
– Spokojnie – szepnął. – Pięć słów to dużo. A poza tym masz ręce.
I rzeczywiście. Kiedy pani zapytała o coś długiego i szybkiego, Leon pokazał na klocki. Pani kiwnęła głową. Kiedy chłopiec z rudą czupryną wyciągnął rękę po niebieski klocek, Leon podał mu go.
– Tak – powiedział Leon.
Chłopiec miał na imię Bartek. Tyle Leon zrozumiał od razu, bo Bartek pokazał na siebie i powtórzył to trzy razy.
Wieża z klocków rosła. Bartek stawiał, Leon podawał.
– Tak? – pytał Bartek.
– Tak! – odpowiadał Leon.
Jedno słowo, a wieża sięgała już do brody.
Po śniadaniu pani zabrała wszystkich do ogrodu. Leon zapinał kurtkę, kiedy Bartek podbiegł i pokazał palcem.
– Masz zamek! – zawołał.
Zamek! Leon zamarł. Zamek to wieże, mury i smok. Gdzie? Świetlik wychylił się z kaptura.
– Na pewno jest w ogrodzie – szepnął. – Szukaj wież!
Leon rozejrzał się. Piaskownica. Zjeżdżalnia. Krzak z czerwonymi kulkami. Żadnych wież. Żadnego smoka. A Bartek pokazywał palcem coraz niżej, prosto na kurtkę Leona. Na suwak.
– Zamek – powtórzył Bartek i pociągnął suwak w górę. Zzzzip! I w dół. Zzzzip!
Leon popatrzył na suwak. Potem na Bartka. I parsknął śmiechem.
– Zamek! – zawołał. – Bez wież! Bez smoka!
Świetlik w kapturze zrobił się cały czerwony, a przecież świetliki są zielone.
– Nie ma wież? – zapytał cicho.
– Nie ma – odpowiedział Leon. – Jest tylko zzzzip.
Bartek też się śmiał. Pokazał na swoją kurtkę: zamek. Na plecak Leona: zamek. Na buty pani: zamek! Zzzzip, zzzzip, zzzzip. Cały ogród był pełen zamków i w żadnym nie mieszkał smok.
Na podwieczorek były jabłka, pokrojone w łódeczki.
– Jabłko – powiedział Leon po polsku i podał Bartkowi kawałek. Wyszło prawie prosto.
A potem Leon pomyślał: „Bartek dał mi dziś zamek. To ja dam mu coś swojego”. Nachylił się i powiedział Bartkowi jedno słowo z domu. Miękkie, takie, którym w domu mówi się „do jutra”.
Bartek powtórzył. Trochę krzywo, ale wesoło. Jedno słowo poszło w jedną stronę, drugie w drugą. Jak jabłko z ręki do ręki.
Wieczorem Leon leżał pod kołdrą i liczył nowe polskie słowa. Bartek. Klocek. Zamek, ten bez smoka. Świetlik drzemał na poduszce, wciąż trochę czerwony.
– Jutro – szepnął Leon – poszukamy smoka w piaskownicy.
I zzzzip, zasnął jak zapięta kurtka.

Dobranoc, Leonie.
Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026
Zrób książeczkę z tą bajką w środku
Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.
Ułóż książeczkę 12 bajek





