Antoś i szpital dla pluszaków: bajka dla dziecka, które boi się lekarza

4–6 lat6 min

✦ Niech bohaterem będzie Twoje dziecko

Imienia nie zapisujemy — służy tylko do pokazania bajki.

Miś Bazyl leżał na poduszce i wyglądał smutno. Jego lewa łapka była rozpruta, a ze środka wystawał kawałek białej waty. – Auć – powiedział cichutko, kiedy Antoś dotknął łapki.

Antoś schował Bazyla pod kołdrę, aż po sam czubek ucha. – Nikt cię nie zobaczy – szepnął. – A już na pewno żaden lekarz.

Bo Antoś nie lubił lekarzy. Ani białych fartuchów, ani zimnej słuchawki, ani tego, że nie wiadomo, co będzie dalej. Kiedy ktoś w domu mówił „pani doktor”, Antoś zatykał uszy i nucił głośno: la, la, la. Najbardziej bał się tego, że ktoś zrobi coś, o czym wcześniej nie powie.

Na lampce nocnej zamrugało małe światełko. To Świetlik, świecąca muszka, przysiadł na abażurze. – Bazyl ma rozprutą łapkę – powiedział. – Sama się nie zszyje.

– To ja go wyleczę! – postanowił Antoś. Przyniósł plaster z pieskiem i przykleił go na łapkę. Plaster potrzymał chwilę i odpadł. Wata dalej wystawała.

Więc Antoś owinął łapkę chusteczką i zawiązał supeł. Supeł się rozwiązał. Bazyl westchnął. Antoś usiadł na dywanie i zatkał uszy, bo w głowie znowu pojawiło się słowo „lekarz”.

Antoś rozejrzał się po pokoju. W kącie stało łóżeczko dla lalek i stara walizeczka z zabawkami. Świetlik tylko zaświecił nad walizeczką. – Zrobię szpital – powiedział Antoś nagle. – Szpital dla pluszaków.

– Ale ja się boję szpitali – mruknął Antoś zaraz potem. A kto w szpitalu wcale się nie boi? Doktor. – To ja będę doktorem – zdecydował. – Doktora nie ma się czego bać, prawda?

Antoś wyjął z szafy wielką białą koszulę, która sięgała mu do kolan, i włożył ją jak fartuch. W walizeczce znalazły się zabawkowa słuchawka, bandaż i mała latarka. Na wieczku walizeczki przysiadła świecąca muszka, jak lampka nad stołem. Doktor musi przecież dobrze widzieć.

– Pacjent Bazyl, proszę wejść – powiedział Antoś poważnym głosem. Bazyl wyszedł spod kołdry, trochę niepewnie. Antoś posadził go na łóżeczku dla lalek i poprawił mu poduszkę.

Najpierw słuchawka. Antoś przyłożył ją do brzuszka misia i nasłuchiwał. W środku było cicho, miękko i szeleściło jak sucha trawa. – Serduszko bije – ogłosił Antoś. – To bardzo dobrze.

Potem latarka. Antoś poświecił Bazylowi w jedno oko, potem w drugie. Oczka błyszczały jak dwa guziki, bo to były guziki. – Oczy zdrowe – stwierdził Antoś i zapisał to w zeszycie kreską i kółkiem.

Na koniec łapka. Antoś obejrzał ją ostrożnie. Wata w środku była mięciutka jak chmurka. Delikatnie wsunął watę z powrotem do środka. – Teraz będzie bandaż – uprzedził. – Trochę pociągnie, ale nie boli. Zaraz się skończy.

Bazyl zamknął guzikowe oczy. Antoś owijał łapkę powoli, raz, dwa, trzy razy, i na końcu zawiązał kokardkę. Bazyl ani drgnął. Chyba naprawdę nie bolało. Bandaż trzymał mocno. Wata już nie wystawała.

– Gotowe – powiedział Antoś. – Byłeś bardzo dzielny, Bazylu. – Miś otworzył oczy i wyglądał, jakby się uśmiechał. Świetlik zaświecił jaśniej, bo do szpitala ustawiła się kolejka.

Zając, któremu odkleiło się ucho. Żyrafa z przekrzywioną szyją. Mały słonik, który po prostu chciał, żeby ktoś go posłuchał. Wszyscy chcieli do doktora.

– Będę delikatny – obiecał Antoś zającowi. – Najpierw ci powiem, co zrobię. A potem to zrobię. – Zając kiwnął drugim uchem i wcale się nie bał.

Zającowi Antoś przykleił ucho plastrem z pieskiem i pogłaskał je na szczęście. Żyrafie wyprostował szyję i owinął ją szalikiem, żeby było cieplej. A słonika po prostu posłuchał słuchawką i powiedział, że wszystko jest w porządku. Słonik odetchnął z ulgą.

Kiedy ostatni pacjent leżał już zabandażowany na dywanie, Antoś zdjął wielką koszulę i usiadł obok Bazyla. – Wiesz co? – powiedział do muszki na walizeczce. – Ja przecież zrobiłem to samo, co pani doktor. Słuchałem, oglądałem, opatrzyłem.

– A co jeszcze? – zapytało tylko światełko. – I zawsze mówiłem, co będzie dalej – odpowiedział Antoś powoli. – To pani doktor też może mi powiedzieć. Wystarczy zapytać.

Antoś pomyślał o białym fartuchu i zimnej słuchawce. Jakoś już nie były takie straszne. – Następnym razem zapytam – postanowił. – I wezmę Bazyla. Będzie moim pomocnikiem.

Potem Antoś położył się do łóżka, a Bazyl z zabandażowaną łapką wtulił mu się pod brodę. Miękkie futerko pachniało trochę kołdrą, a trochę bandażem. Na abażurze światełko przygasło do malutkiej iskierki.

– Dobranoc, panie doktorze – szepnął Świetlik. – Dobranoc – ziewnął Antoś. Szpital dla pluszaków zamknął się na noc, a wszyscy pacjenci spali spokojnie aż do rana.

Stwórz taką bajkę o swoim dziecku

Twoje dziecko jest bohaterem: imię, mama i tata, zwierzak, ulubione zabawki. Pierwsza bajka za darmo.

Stwórz bajkę →

Więcej bajek