PL
Okładka: i smok, który bał się ciemności – bajka na dobranoc Aniai smok, który bał się ciemnościTaleLamp

Smok, który bał się ciemności

Bajka dla Ani

4–6 lat7 min

Boi się ciemności

Kto dziś jest bohaterem?

Czytanie w bibliotece jest za darmo. Zawsze. Imię zostaje w Twojej przeglądarce.

Smok, który bał się ciemnościAnia

Smok był malutki. Mieścił się na poduszce razem z misiem i jeszcze zostawało miejsce. Miał zielone łuski, dwa skrzydełka jak listki i nazywał się Ogniś. Przyleciał do Ani przez uchylone okno, kiedy mama poszła do kuchni po herbatę. Był ciepły wieczór i z ogrodu pachniało skoszoną trawą.

– Mogę u ciebie spać? – zapytał Ogniś. – Tylko u ciebie. Tylko dziś.

– Możesz – powiedziała Ania i zrobiła mu miejsce na poduszce.

Ale kiedy Ania zgasiła lampkę, stało się coś dziwnego. Ogniś pisnął. Z jego pyszczka wyfrunęła mała pomarańczowa iskierka. Fyyy! Zatańczyła wysoko w powietrzu, zamigotała jak gwiazdka i bezpiecznie zgasła.

– Ojej – powiedziała Ania i szybko zapaliła lampkę. – Co to było?

– Przepraszam – wyszeptał Ogniś i schował głowę pod skrzydło. – Kiedy robi się ciemno, ja się boję. A kiedy się boję, to lecą mi iskierki. Same mi wylatują.

Ania popatrzyła w górę, tam gdzie zgasła iskierka. Potem na smoka. Smok trząsł się cały, aż łuski cichutko dzwoniły.

– Myślałam, że smoki niczego się nie boją – powiedziała Ania.

– Ten się boi – westchnął Ogniś. – Ciemności. Najbardziej na świecie.

Trzeba było coś wymyślić. Ania usiadła na łóżku i zastanowiła się.

– Wiem – powiedziała. – Zamknij oczy. Jak masz zamknięte oczy, to i tak nic nie widzisz. Więc ciemno czy jasno, wszystko jedno.

Ogniś zamknął oczy. Ania zgasiła lampkę. Raz, dwa, trzy… Ogniś uchylił jedno oko, żeby sprawdzić, czy jest ciemno. Było. Fyyy! Druga iskierka zatańczyła pod sufitem i zgasła.

– Podglądasz – powiedziała Ania i znów zapaliła lampkę.

– Musiałem sprawdzić – jęknął smok.

– To spróbujemy inaczej – postanowiła Ania. – Będę ci śpiewać. Jak ktoś śpiewa, to nie ma czasu na strach.

Ania zgasiła lampkę i zaczęła cichutko śpiewać kołysankę o dwóch kotkach, szarych i burych.

Ogniś słuchał. Łuski przestały dzwonić. Skrzydełka opadły. Ale wtedy w kuchni brzęknęła łyżeczka o szklankę. Fyyy! Trzecia iskierka, tym razem okrągła jak koralik, zakręciła się w powietrzu i zgasła.

– Przepraszam, przepraszam – szeptał Ogniś. – To ta łyżeczka. Nie wiedziałem, co to.

– Mama miesza herbatę – wyjaśniła Ania i zapaliła lampkę po raz trzeci. – Nic strasznego.

Trzy iskierki, trzy razy zapalona lampka. Ania wzięła smoka na kolana.

– Trzymaj się za ogon – powiedziała. – Mocno. A ja będę trzymać cię za łapkę. Jak się kogoś trzyma, to strach jest mniejszy.

Ogniś złapał własny ogon. Ania ujęła jego łapkę, ciepłą jak bułeczka prosto z piekarnika. Lampka zgasła.

Tym razem było lepiej. Ogniś nie puścił ani iskierki. Tylko sapał cichutko, a z nozdrzy leciały mu dwie cienkie nitki dymu. Pyszczek trzymał zaciśnięty, żeby nic z niego nie wyleciało.

– Długo tak wytrzymam? – zapytał przez zęby.

– Nie wiem – przyznała Ania.

I wtedy na parapecie zamigotało zielone światełko. Świetlik przyleciał i usiadł na klamce okna.

– Ktoś tu nie może zasnąć – szepnął.

– Ogniś boi się ciemności – wyjaśniła Ania. – Bo w ciemności nic nie świeci.

– Nic? – zdziwił się Świetlik i zamrugał. – A ja?

Ania spojrzała na malutkie zielone światełko. Ono wcale nie było ogniem. Nie parzyło. Nie gasło. Po prostu świeciło.

– Ogniś – powiedziała Ania powoli. – Chodź do okna. Chcę ci coś pokazać.

Ania wzięła smoka na ręce i podeszła do okna. Za szybą było ciemno. Ale im dłużej patrzyli, tym więcej widzieli.

– Tam – pokazała Ania. – Gwiazda. I jeszcze jedna. I tam, nad dachem, taka duża.

– Widzę – szepnął Ogniś.

– A tam księżyc. Wygląda jak rogalik.

– Widzę.

– A w ogrodzie, popatrz, nad trawą. Malutkie światełka. To świetliki, takie jak nasz.

Ogniś przycisnął nos do szyby. Nad trawą tańczyły zielone iskierki: jedna, druga, dziesiąta.

– Noc wcale nie jest cała czarna – powiedziała Ania. – Ona świeci sama. Tylko po cichu.

Ogniś patrzył długo. Potem wciągnął powietrze przez nos. I wypuścił je pyszczkiem – ciepłe, spokojne, bez ani jednej iskierki.

– Sam zgasłem – zdziwił się. – I nic nie wyleciało.

Zielone światełko na klamce zamigotało, jakby się śmiało.

W drzwiach stanęła mama ze szklanką herbaty.

– Jeszcze nie śpisz? – szepnęła.

– Już prawie – odpowiedziała Ania. – Pokazuję smokowi gwiazdy.

Mama uśmiechnęła się, jakby smoki przychodziły do niej co wieczór, i cichutko zamknęła drzwi.

Ania położyła smoka na poduszce, tuż obok misia. Kołdrę naciągnęła po brodę, swoją i smoczą. Lampka zgasła. Nikt nie pisnął.

– Widzisz gwiazdy? – zapytała Ania szeptem.

– Widzę – odpowiedział Ogniś. – Jedną, drugą… i księżyc rogalik.

– To licz je, aż zaśniesz.

Ogniś liczył. Przy dwunastej gwieździe zwinął się w kłębek i oparł głowę o ogon. Był cieplutki jak termofor. Z nozdrzy nie leciał już ani jeden dymek.

Ania przytuliła się do ciepłego smoka. Za oknem świeciły gwiazdy, księżyc i zielone iskierki w trawie. A w pokoju było ciemno – dokładnie tak ciemno, jak trzeba, żeby dobrze spać.

Dobranoc, Aniu.

Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026

Zrób książeczkę z tą bajką w środku

Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.

Ułóż książeczkę 12 bajek

Więcej bajek