Tymeki potwór pod łóżkiemTaleLamp
Lampka zgasła i pokój zrobił się granatowy. Tymek leżał pod kołdrą i nasłuchiwał. Zegar tykał, rura w ścianie mruczała, a za oknem szumiał wiatr.
I wtedy pod łóżkiem coś zaszurało. Szur, szur. Cichutko, ale na pewno.
Tymek zamarł. Kołdra podjechała pod sam nos.
– Potwór – szepnął Tymek. – Pod moim łóżkiem mieszka potwór.
Najpierw trzeba było go przegonić. Tymek sięgnął po kapcie, które stały przy łóżku. Jeden kapeć – klap! – poleciał pod łóżko. Drugi kapeć – klap! – poleciał za nim.
Zrobiło się cicho. Tymek odetchnął. A potem znów: szur, szur.
– Zjadł moje kapcie – jęknął Tymek. – I wcale nie odszedł.
Trzeba było zbudować barykadę. Tymek zsunął się z łóżka po cichutku, od strony ściany. Ułożył wzdłuż łóżka poduszkę, potem dwie grube książki, potem pluszowego misia. Miś patrzył groźnie, jak tylko umiał.
– Teraz nie wyjdziesz – powiedział Tymek do ciemnej szpary pod łóżkiem.
Za barykadą zrobiło się odrobinę raźniej. Tymek wdrapał się z powrotem na łóżko, naciągnął kołdrę i czekał. Minutę. Dwie.
Szur, szur – odpowiedziała szpara.
Miś przewrócił się na bok.
To już było za dużo. Tymek pobiegł korytarzem do sypialni rodziców. Drzwi skrzypnęły, mama uniosła głowę znad poduszki.
– Pod łóżkiem jest potwór – wyszeptał Tymek. – Szura.
Mama przytuliła Tymka i pogłaskała po plecach.
– Pod łóżkami mieszkają tylko kurz i zgubione skarpetki – powiedziała sennie. – Idź, kochanie. Drzwi zostaną otwarte, a ja jestem tuż obok.
Tata mruknął spod kołdry, że jak coś szura po nocy, to pewnie samo chce spać. To trochę pomogło. Ale tylko trochę.
Tymek wrócił do pokoju i usiadł na samym brzegu łóżka. Barykada leżała rozsypana. Spod łóżka nie dochodził żaden dźwięk. I to było jeszcze gorsze.
Wtedy na parapecie zamigotało zielone światełko. Świetlik przyleciał i usiadł na framudze okna.
– Czemu nie śpisz? – szepnął.
– Bo pod łóżkiem jest potwór – odpowiedział Tymek. – Szura.
– A widziałeś go?
Tymek pokręcił głową.
– Hm – mruknął Świetlik. – Ja mogę poświecić. Ale zajrzeć musi ktoś inny.
Tymek spojrzał na ciemną szparę. Potem na Świetlika. Potem znów na szparę. Serce stukało jak młotek.
– Dobrze – powiedział Tymek. – Zajrzę. Ale tylko jednym okiem.
Tymek uklęknął na dywanie. Zielone światełko wsunęło się pod łóżko i rozjaśniło wszystko: kurz, jeden kapeć, drugi kapeć, zapomniany klocek. I coś jeszcze. Coś małego, szarego, z dwoma długimi uszami.
Ta rzecz trzęsła się jak galaretka.
– Nie rzucaj już kapciami! – pisnęła cieniutko. – Proszę!
Tymek otworzył oczy szeroko. Oba. To nie był potwór. To była skarpetka. Zwykła dziecięca skarpetka z uszami zajączka, cała w kurzu. Uszy stały jej prosto ze strachu.
– Ty… ty się mnie boisz? – zapytał Tymek.
– A jak mam się nie bać? – szepnęła skarpetka. – Jesteś wielki. Tupiesz. A dzisiaj rzuciłeś we mnie kapciami. Dwa razy!
– Bo myślałem, że jesteś potworem – przyznał Tymek. – Szurałaś.
– Trzęsłam się – wyjaśniła skarpetka. – Jak się trzęsę, to szuram. A trzęsłam się, bo się bałam.
Tymek usiadł na dywanie. Skarpetka wypełzła trochę bliżej, do zielonego światełka. Pachniała kurzem i odrobiną proszku do prania.
– Jak masz na imię? – zapytała.
– Tymek – odpowiedział Tymek.
– A ja jestem Lewa. Bo byłam tą lewą. Prawa gdzieś poszła w praniu i od tamtej pory tu mieszkam. Ale w nocy jest tak ciemno, że aż mi uszy stają.
– Ja też się boję, jak jest ciemno – powiedział Tymek cicho. – Dlatego wymyśliłem potwora.
Skarpetka pomyślała chwilę.
– To może… może będziemy się pilnować? Ty pilnujesz mnie od góry. A ja ciebie od dołu. Wtedy nikt nie będzie sam.
Tymek pomyślał. Potem kiwnął głową.
– Umowa – powiedział Tymek. – Ale najpierw wytrzepię cię z kurzu. Bo kichniesz w nocy, a ja znów pomyślę, że to potwór.
Skarpetka zachichotała. Tymek wytrzepał ją delikatnie o kolano. Kurz poleciał jak małe chmurki. Potem Tymek pozbierał poduszkę, książki i misia. Wszystko wróciło na swoje miejsce. Kapcie stanęły równo przy łóżku.
– Chcesz spać pod łóżkiem czy na łóżku? – zapytał Tymek.
– Pod – odpowiedziała skarpetka. – Tam jest mój dom. Tylko nie tup, dobrze?
– Nie będę – obiecał Tymek. – A ty nie szuraj.
– Nie będę – obiecała skarpetka.
Tymek wszedł pod kołdrę. Świetlik przygasł na parapecie i zostało po nim tylko malutkie, zielone „dobranoc”.
Pod łóżkiem było cicho. Zupełnie cicho. Ale to była inna cisza niż przedtem – taka, w której ktoś czuwa.
– Dobranoc, Lewa – szepnął Tymek.
– Dobranoc, Tymku – szepnęła skarpetka spod łóżka. – Pilnuję.
Tymek zamknął oczy. Zegar tykał, rura mruczała, wiatr szumiał za oknem. A pod łóżkiem, w kurzu i ciepłej ciemności, mała skarpetka z uszami zajączka pilnowała snu Tymka aż do rana.

Dobranoc, Tymku.
Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026
Zrób książeczkę z tą bajką w środku
Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.
Ułóż książeczkę 12 bajek





