Tymeki piracka mapa do łóżkaTaleLamp
Za oknem robiło się granatowo, a w pokoju Tymka stał statek. Naprawdę! Łóżko miało prześcieradło zamiast żagla, a poduszka była bocianim gniazdem. Tymek miał na głowie papierowy kapelusz z czarnym piórem.
– Ahoj! – zawołał Tymek. – Jestem piratem i szukam skarbu!
Mama zajrzała do pokoju. W ręce trzymała kartkę, pożółkłą i pogniecioną, jakby leżała sto lat na dnie morza.
– Znalazłam to w kuchni, kapitanie – powiedziała poważnie. – To chyba mapa.
Tymek rozłożył kartkę na dywanie. Na mapie był narysowany dom, kręta ścieżka z kropek i wielki czerwony krzyżyk na samym końcu. Obok ścieżki mama napisała trzy nazwy: Zatoka Bulgotania, Skała Białych Ząbków i Wyspa Miękkiego Snu.
– Skarb jest tam, gdzie krzyżyk – powiedziała mama. – Ale pirat idzie po kolei. Kropka za kropką.
Na lampie zaświeciło zielone światełko. To Świetlik, malutki robaczek, przyleciał popatrzeć na mapę.
– Kropka za kropką – szepnął. – A dokąd prowadzi pierwsza?
Tymek przejechał palcem po kropkach. Ścieżka wychodziła z pokoju, skręcała w korytarz i kończyła się przy drzwiach z niebieską falą.
– Zatoka Bulgotania! – zawołał Tymek. – To przecież łazienka!
W łazience mama już nalewała wodę do wanny. Bul, bul, bul – bulgotała woda, a piana rosła jak białe fale.
– Prawdziwy pirat nie boi się fal – powiedział Tymek i wskoczył do wanny.
Fale były ciepłe. Mydło pływało jak mały statek, od kolan do brzucha i z powrotem. Piana osiadła Tymkowi na nosie jak śnieg.
Mama nabrała wody do kubka i polała Tymkowi plecy. Chlup!
– Uwaga, sztorm – powiedziała. – Malutki.
– Sztorm mi niestraszny – zaśmiał się Tymek i zdmuchnął pianę z nosa.
– Chyba już znalazłem skarb – oznajmił Tymek. – To ta piana!
Mama pokręciła głową i podała ręcznik.
– Piana to piana, kapitanie. Sprawdź mapę.
Tymek wytarł ręce i spojrzał na mapę. Krzyżyk był dalej. Za zatoką kropki biegły do małej skały narysowanej jak ząb.
– Skała Białych Ząbków – przeczytał Tymek. – Ale ja nie chcę myć zębów. Pirat idzie prosto do skarbu!
Tymek ruszył korytarzem prosto do pokoju. Korytarz był ciemny jak morze w nocy, tylko z kuchni świeciła żółta latarnia. Ale kropki na mapie nie prowadziły prosto. Skręcały przy umywalce.
– Hm – mruknął Świetlik. – Kto tu jest kapitanem, mapa czy ty?
– Ja – powiedział Tymek. – Ale kapitan czyta mapę. Inaczej się zgubi.
Przy umywalce czekała szczoteczka z pastą. Na skale były białe ząbki, a każdy trzeba było wyszorować. Szur, szur, na górze. Szur, szur, na dole. Tymek wypłukał buzię i pokazał mamie zęby w lustrze. Błyszczały jak muszelki.
– Skała zdobyta – powiedziała mama. – Płyniemy dalej.
Trzecia kropka prowadziła do szafy. Na drzwiach szafy mama przyczepiła karteczkę: Wyspa Miękkiego Snu. Tymek podszedł na palcach, bo na wyspie mógł mieszkać ktoś śpiący.
Tymek otworzył szafę. W środku nie było skarbu. Była piżama w kotwice, miękka i pachnąca proszkiem.
– To nie skarb – westchnął Tymek. – To zwykła piżama.
– Zwykła? – zapytał Świetlik i zaświecił nad kotwicami. – Popatrz, jaka ciepła.
Tymek dotknął rękawa. Piżama była naprawdę miękka, jak kocia sierść. Wciągnął ją przez głowę. Kotwice ustawiły się równo, a kapelusz z piórem został na krześle, na warcie.
Kropki na mapie skończyły się. Został tylko krzyżyk. Wielki, czerwony, na samym końcu ścieżki.
Tymek położył mapę na podłodze i obrócił ją tak, jak stał pokój. Drzwi tu. Okno tam. A krzyżyk…
– Krzyżyk jest na łóżku! – krzyknął Tymek. – Skarb jest w moim łóżku!
Tymek wskoczył na statek z prześcieradłem i zajrzał pod poduszkę. Nic. Pod kołdrę. Nic. Pod materac, o ile się dało. Też nic.
– Mamo, tu nie ma skarbu – powiedział Tymek cichutko.
Mama usiadła na brzegu łóżka. Otuliła Tymka kołdrą aż po brodę i pocałowała w czoło. Jeden raz. Ciepło i cicho, jak fala, która dopływa do brzegu.
– Jest – szepnęła. – Właśnie go dostałeś.
Potem pogłaskała Tymka po włosach, dokładnie tak, jak lubi każdy pirat po długim rejsie.
Tymek zamrugał. Dotknął czoła palcem. Tam, gdzie mama pocałowała, było jeszcze cieplutko.
– Skarbem był buziak? – zapytał.
– Najlepszy skarb na całym morzu – powiedziała mama. – I codziennie czeka w tym samym miejscu.
Świetlik przysiadł na kapeluszu z piórem i przygasł.
– Dobranoc, kapitanie – szepnął.
Mama zgasiła lampę. Za oknem było granatowo, a w pokoju cicho. Statek zakołysał się leciutko. Raz. Drugi.
Tymek zamknął oczy. Mapa leżała na krześle, zęby błyszczały, a piżama w kotwice była miękka jak sen. I skarb był na miejscu – na czole, cieplutki, aż do rana.

Dobranoc, Tymku.
Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026
Zrób książeczkę z tą bajką w środku
Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.
Ułóż książeczkę 12 bajek




