PL
Okładka: i podróż na Księżyc przed snem – bajka na dobranoc Haniai podróż na Księżyc przed snemTaleLamp

Podróż na Księżyc przed snem

Bajka dla Hani

4–6 lat7 min

Na dobranoc

Kto dziś jest bohaterem?

Czytanie w bibliotece jest za darmo. Zawsze. Imię zostaje w Twojej przeglądarce.

Podróż na Księżyc przed snemHania

– Tato, a po co w nocy trzeba spać? – zapytała Hania, kiedy tata gasił górne światło.

– Żeby odpocząć – odpowiedział tata i pocałował Hanię w czoło. – Dobranoc. Jestem obok, w dużym pokoju.

Drzwi zostały uchylone. Wąska smuga światła leżała na dywanie jak złota kładka.

Ale Hania wcale nie była zmęczona. „Żeby odpocząć” – to za mało. Kot odpoczywa w dzień. Tata odpoczywa w fotelu. A spać w nocy muszą wszyscy, nawet ptaki. Dlaczego?

Na parapecie zamigotało zielone światełko. To Świetlik, malutki robaczek, przysiadł na doniczce.

– Nie śpisz? – szepnął.

– Zastanawiam się – odpowiedziała Hania. – Po co w nocy trzeba spać? Tata mówi: żeby odpocząć. Ale to nie wszystko, prawda?

– Nie wiem – przyznał robaczek. – A kto mógłby wiedzieć?

Hania spojrzała przez okno. Nad dachami wisiał Księżyc, okrągły i biały jak talerz.

– Księżyc! – zawołała Hania. – On nie śpi w nocy nigdy. On na pewno wie.

– To daleko – szepnęło światełko.

– Mam łóżko – powiedziała Hania. – Łóżko może być rakietą.

Hania chwyciła mocno za oparcie. Z dużego pokoju dobiegał cichy szelest: tata przewracał stronę książki. Nacisnęła guzik na poduszce – zwykły guzik od poszewki, ale dziś był to guzik startowy.

– Trzy, dwa, jeden… start!

Łóżko zadrżało. Kołdra wydęła się jak żagiel. Tak bywa tylko we śnie: okno otworzyło się szeroko, a łóżko wypłynęło w noc cichutko, jak łódka.

Powietrze było chłodne i pachniało mokrymi liśćmi. Miasto pod spodem robiło się coraz mniejsze: domy jak klocki, latarnie jak koraliki. Świetlik leciał z przodu i świecił, żeby było widać drogę.

– Trzymaj się kołdry – szepnął. – Wysoko już.

Najpierw Hania dotarła do gwiazd. Wisiały na niebie gęsto, jak lampki na choince, i wszystkie coś robiły. Jedna polerowała swoje promyki. Druga liczyła: „Tysiąc jeden, tysiąc dwa…”.

– Przepraszam – powiedziała Hania. – Po co w nocy trzeba spać?

– Nie teraz, nie teraz – odpowiedziały gwiazdy. – Musimy świecić dla żeglarzy. I dla tych, co zgubili drogę. Zapytaj kogoś innego.

Łóżko popłynęło dalej. Nagle obok przemknęło coś jasnego, z długim warkoczem. Kometa!

– Halo! – zawołała Hania. – Po co w nocy…

– Spieszę się! – krzyknęła kometa. – Muszę okrążyć Słońce i wrócić za sto lat! Nie mam czasu!

I już jej nie było. Tylko iskierki spadały powoli, jak śnieg.

Hania usiadła na poduszce i westchnęła.

– Wszyscy zajęci. Nikt nie chce mi powiedzieć.

– A może nie trzeba pytać wszystkich? – szepnął Świetlik. – Może wystarczy jeden, ten właściwy?

Hania podniosła głowę. Księżyc był już całkiem blisko. Wielki, srebrny i cichy.

Łóżko przybiło do Księżyca miękko, jak do brzegu. Pod stopami był srebrny pył, delikatny jak mąka. Było zupełnie cicho, ciszej niż w domu, kiedy wszyscy śpią.

Hania zdjęła kapcie i zostawiła na pyle dwa małe ślady.

– Księżycu – powiedziała Hania cicho. – Przyleciałam z daleka. Chcę zapytać: po co w nocy trzeba spać?

Księżyc długo milczał. Potem odezwał się głosem miękkim jak kołdra.

– Ja nie spałem ani jednej nocy. Ale każdej nocy patrzę z góry. I widzę.

– Co widzisz? – zapytała Hania.

– Popatrz w dół – powiedział Księżyc. – Tylko uważnie.

Hania wychyliła się za krawędź łóżka. Daleko w dole leżało miasto, ciemne i spokojne. I nad każdym domem coś rosło. Coś delikatnego i świecącego, jak mgiełka, jak bańka mydlana, jak mały ogród.

– Co to? – szepnęła Hania.

– Sny – odpowiedział Księżyc. – W nocy rosną sny. Nad każdym łóżkiem, w którym ktoś zasnął. W dzień nie rosną wcale. Za jasno.

Hania patrzyła i patrzyła. Nad jednym domem rósł sen o morzu, cały niebieski. Nad drugim – sen o piesku, który merdał ogonem. Nad trzecim – sen z rowerem i górką.

– A nad moim domem? – zapytała Hania.

Księżyc uśmiechnął się srebrno.

– Nad twoim jeszcze nic nie rośnie. Bo ty nie śpisz.

Hania wskoczyła na łóżko tak szybko, że kapcie włożyła na odwrót.

– Świetliku, wracamy! Muszę wyhodować swój sen!

Trzy, dwa, jeden… i łóżko odbiło od Księżyca.

Lot z powrotem był szybki i ciepły. Gwiazdy migały na pożegnanie, kometa z daleka machnęła warkoczem. Miasto rosło: koraliki znów były latarniami, klocki – domami.

Okno przyjęło łóżko z powrotem, cichutko, i zamknęło się samo.

W pokoju pachniało domem. Smuga światła wciąż leżała na dywanie, a z dużego pokoju słychać było, jak tata przewraca stronę książki.

Hania wsunęła się pod kołdrę. Kołdra była jeszcze trochę chłodna od nocy. Ale zaraz zrobiła się ciepła.

– Śpij – szepnęło zielone światełko z parapetu. – Ja popilnuję.

– Muszę – odpowiedziała Hania sennie. – Mój sen czeka.

Hania zamknęła oczy. Najpierw było ciemno. Potem coś zaczęło rosnąć – delikatne i świecące, jak mgiełka, jak bańka, jak mały ogród.

A wysoko nad dachem Księżyc patrzył z góry i widział: nad tym domem rośnie już sen.

Dobranoc, Haniu.

Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026

Zrób książeczkę z tą bajką w środku

Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.

Ułóż książeczkę 12 bajek

Więcej bajek