Haniai podróż na Księżyc przed snemTaleLamp
– Tato, a po co w nocy trzeba spać? – zapytała Hania, kiedy tata gasił górne światło.
– Żeby odpocząć – odpowiedział tata i pocałował Hanię w czoło. – Dobranoc. Jestem obok, w dużym pokoju.
Drzwi zostały uchylone. Wąska smuga światła leżała na dywanie jak złota kładka.
Ale Hania wcale nie była zmęczona. „Żeby odpocząć” – to za mało. Kot odpoczywa w dzień. Tata odpoczywa w fotelu. A spać w nocy muszą wszyscy, nawet ptaki. Dlaczego?
Na parapecie zamigotało zielone światełko. To Świetlik, malutki robaczek, przysiadł na doniczce.
– Nie śpisz? – szepnął.
– Zastanawiam się – odpowiedziała Hania. – Po co w nocy trzeba spać? Tata mówi: żeby odpocząć. Ale to nie wszystko, prawda?
– Nie wiem – przyznał robaczek. – A kto mógłby wiedzieć?
Hania spojrzała przez okno. Nad dachami wisiał Księżyc, okrągły i biały jak talerz.
– Księżyc! – zawołała Hania. – On nie śpi w nocy nigdy. On na pewno wie.
– To daleko – szepnęło światełko.
– Mam łóżko – powiedziała Hania. – Łóżko może być rakietą.
Hania chwyciła mocno za oparcie. Z dużego pokoju dobiegał cichy szelest: tata przewracał stronę książki. Nacisnęła guzik na poduszce – zwykły guzik od poszewki, ale dziś był to guzik startowy.
– Trzy, dwa, jeden… start!
Łóżko zadrżało. Kołdra wydęła się jak żagiel. Tak bywa tylko we śnie: okno otworzyło się szeroko, a łóżko wypłynęło w noc cichutko, jak łódka.
Powietrze było chłodne i pachniało mokrymi liśćmi. Miasto pod spodem robiło się coraz mniejsze: domy jak klocki, latarnie jak koraliki. Świetlik leciał z przodu i świecił, żeby było widać drogę.
– Trzymaj się kołdry – szepnął. – Wysoko już.
Najpierw Hania dotarła do gwiazd. Wisiały na niebie gęsto, jak lampki na choince, i wszystkie coś robiły. Jedna polerowała swoje promyki. Druga liczyła: „Tysiąc jeden, tysiąc dwa…”.
– Przepraszam – powiedziała Hania. – Po co w nocy trzeba spać?
– Nie teraz, nie teraz – odpowiedziały gwiazdy. – Musimy świecić dla żeglarzy. I dla tych, co zgubili drogę. Zapytaj kogoś innego.
Łóżko popłynęło dalej. Nagle obok przemknęło coś jasnego, z długim warkoczem. Kometa!
– Halo! – zawołała Hania. – Po co w nocy…
– Spieszę się! – krzyknęła kometa. – Muszę okrążyć Słońce i wrócić za sto lat! Nie mam czasu!
I już jej nie było. Tylko iskierki spadały powoli, jak śnieg.
Hania usiadła na poduszce i westchnęła.
– Wszyscy zajęci. Nikt nie chce mi powiedzieć.
– A może nie trzeba pytać wszystkich? – szepnął Świetlik. – Może wystarczy jeden, ten właściwy?
Hania podniosła głowę. Księżyc był już całkiem blisko. Wielki, srebrny i cichy.
Łóżko przybiło do Księżyca miękko, jak do brzegu. Pod stopami był srebrny pył, delikatny jak mąka. Było zupełnie cicho, ciszej niż w domu, kiedy wszyscy śpią.
Hania zdjęła kapcie i zostawiła na pyle dwa małe ślady.
– Księżycu – powiedziała Hania cicho. – Przyleciałam z daleka. Chcę zapytać: po co w nocy trzeba spać?
Księżyc długo milczał. Potem odezwał się głosem miękkim jak kołdra.
– Ja nie spałem ani jednej nocy. Ale każdej nocy patrzę z góry. I widzę.
– Co widzisz? – zapytała Hania.
– Popatrz w dół – powiedział Księżyc. – Tylko uważnie.
Hania wychyliła się za krawędź łóżka. Daleko w dole leżało miasto, ciemne i spokojne. I nad każdym domem coś rosło. Coś delikatnego i świecącego, jak mgiełka, jak bańka mydlana, jak mały ogród.
– Co to? – szepnęła Hania.
– Sny – odpowiedział Księżyc. – W nocy rosną sny. Nad każdym łóżkiem, w którym ktoś zasnął. W dzień nie rosną wcale. Za jasno.
Hania patrzyła i patrzyła. Nad jednym domem rósł sen o morzu, cały niebieski. Nad drugim – sen o piesku, który merdał ogonem. Nad trzecim – sen z rowerem i górką.
– A nad moim domem? – zapytała Hania.
Księżyc uśmiechnął się srebrno.
– Nad twoim jeszcze nic nie rośnie. Bo ty nie śpisz.
Hania wskoczyła na łóżko tak szybko, że kapcie włożyła na odwrót.
– Świetliku, wracamy! Muszę wyhodować swój sen!
Trzy, dwa, jeden… i łóżko odbiło od Księżyca.
Lot z powrotem był szybki i ciepły. Gwiazdy migały na pożegnanie, kometa z daleka machnęła warkoczem. Miasto rosło: koraliki znów były latarniami, klocki – domami.
Okno przyjęło łóżko z powrotem, cichutko, i zamknęło się samo.
W pokoju pachniało domem. Smuga światła wciąż leżała na dywanie, a z dużego pokoju słychać było, jak tata przewraca stronę książki.
Hania wsunęła się pod kołdrę. Kołdra była jeszcze trochę chłodna od nocy. Ale zaraz zrobiła się ciepła.
– Śpij – szepnęło zielone światełko z parapetu. – Ja popilnuję.
– Muszę – odpowiedziała Hania sennie. – Mój sen czeka.
Hania zamknęła oczy. Najpierw było ciemno. Potem coś zaczęło rosnąć – delikatne i świecące, jak mgiełka, jak bańka, jak mały ogród.
A wysoko nad dachem Księżyc patrzył z góry i widział: nad tym domem rośnie już sen.

Dobranoc, Haniu.
Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026
Zrób książeczkę z tą bajką w środku
Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.
Ułóż książeczkę 12 bajek





