Zosia i długi jesienny wieczór: bajka o zmianie czasu dla dzieci
✦ Niech bohaterem będzie Twoje dziecko
Imienia nie zapisujemy — służy tylko do pokazania bajki.
Wczoraj w nocy wszystkie zegary w domu cofnęły się o jedną godzinę. Tak dzieje się co roku na jesieni. Zosia o tym nie wiedziała. Wiedziała tylko, że coś jest nie tak.
Bo dziś, zaraz po podwieczorku, za oknem zrobiło się granatowo. Latarnia przed domem zapaliła się sama. A przecież miał być jeszcze spacer! Z kałużami, z liśćmi, z kasztanami w kieszeni.
Przez szybę widać było tylko ciemny ogród, mokre liście na ścieżce i kałużę, w której odbijała się latarnia. Wczoraj o tej porze Zosia skakała w tę kałużę w kaloszach. Dziś kałuża była zupełnie sama.
– Wieczór zjadł mój spacer – powiedziała Zosia do okna. Szyba była zimna i cicha.
Na parapecie, między doniczkami, coś zamrugało. To Świetlik, malutka świecąca muszka, przysiadł na liściu paprotki. – Zjadł? – zapytał. – Wieczory nie jedzą spacerów. Ale popatrz, może gdzieś zostało jeszcze trochę dnia.
Zosia spojrzała w ogród. Na samym czubku płotu leżał ostatni promyk słońca, cienki jak złota nitka. – Mam cię! – krzyknęła Zosia, wciągnęła kalosze, zawołała mamę i razem wyszli do ogrodu.
Promyk zsunął się z płotu na trawę. Zosia pobiegła za nim. Promyk skoczył na wiadro, potem na krzak, a potem po prostu zgasł. Trawa pachniała mokrą jesienią. Zimne powietrze uszczypnęło ją w nos, a kalosze mlasnęły w błocie. Zrobiło się chłodno.
– Nie dogoniłam – westchnęła Zosia i wróciła z mamą do domu. Robaczek leciał obok i świecił jej pod nogi.
W pokoju na półce stał zabawkowy zegar z wielkimi wskazówkami. Zosia pokręciła nimi do tyłu. Raz, dwa, trzy godziny wstecz. – No! – powiedziała. – Teraz jest znowu dzień.
Ale za oknem nadal było ciemno. Zegar na półce pokazywał południe, a latarnia i tak świeciła. – Zabawkowy zegar nie umie przesuwać słońca – szepnęło łagodnie małe światełko znad półki. – Nawet prawdziwy nie umie.
Zosia odstawiła zegar na miejsce. Wskazówki dalej pokazywały południe, ale za oknem nic się od tego nie zmieniło.
Wtedy Zosia wpadła na trzeci pomysł. Lampa przy łóżku – pstryk. Lampa w kuchni – pstryk. Lampka nocna, światło w przedpokoju, nawet ta mała lampka nad kuchenką. Pstryk, pstryk, pstryk. Cały dom świecił jak wesołe miasteczko.
Mama wyjrzała z kuchni i zmrużyła oczy. – Ojej, ale jasno – powiedziała. – Ktoś tu próbuje zrobić dzień?
Było jasno. Ale to nie był dzień. Dzień nie brzęczy jak żarówka i nie razi w oczy. Zosia usiadła na dywanie, zmęczona gonieniem, kręceniem i pstrykaniem.
Świetlik przysiadł jej na kolanie. Jego światełko było małe i ciepłe, zupełnie inne niż wszystkie lampy razem. – A wiesz, co lubi ciemność? – zapytał tylko. Zosia popatrzyła na ścianę. Przy tylu lampach nie było na niej ani jednego cienia.
– Cień! – zawołała Zosia. – Cień lubi ciemność. Zgaśmy to wszystko! – Wstała i pogasiła lampy, jedną po drugiej. Pstryk, pstryk, pstryk. W pokoju została tylko mała latarka, którą Zosia zapaliła, i jedna świecąca muszka.
Robaczek podleciał do ściany. Na białej tapecie pojawił się jego cień, wielki jak smok! Zosia uniosła ręce. I na ścianie wyrósł drugi cień: zając z długimi uszami. Zając pokiwał głową. Smok pomachał skrzydłem.
Tata usiadł na dywanie obok i złożył dłonie. Na ścianie zatrzepotał ptak. – Ptak leci na spacer – powiedział tata. – Zając idzie z nim?
– Idzie! – zawołała Zosia i zając na ścianie pokicał obok smoka. Potem był wilk, który okazał się pieskiem, i wielbłąd, który był po prostu kciukiem. Wszyscy się śmiali, a ściana tańczyła.
– A teraz zgadnij – szepnął robaczek i schował się za doniczkę. Na ścianie pojawił się cień z długim nosem i dwoma różkami. – Ślimak! – zgadła Zosia. – Ślimak w kapeluszu! – Zza doniczki wyleciał chichot, a za nim małe światełko.
Potem Zosia wstała i stanęła przed latarką. Jej własny cień urósł aż pod sufit, wielki jak olbrzym. Olbrzym pomachał ręką. Zosia też pomachała. – Cześć, olbrzymie – powiedziała. – Ty też lubisz długie wieczory? – Olbrzym pokiwał głową, bo to przecież był jej własny cień.
Mama przyniosła kubki z ciepłym kakao i usiadła po turecku. – Wiecie co? – powiedziała. – Kiedy było jasno do siódmej, nigdy nie mieliśmy czasu na teatr cieni.
Zosia popatrzyła na ciemne okno. Latarnia świeciła, deszcz nie padał, a spacer… spacer poczeka do jutra. Za to wieczór był długi, cieplutki i cały jej.
Potem była kąpiel, piżama i łóżko. Pod kołdrą było ciepło jak w gnieździe, a poduszka pachniała świeżym praniem. Świetlik usiadł na lampce nocnej, a na suficie pojawił się jego malutki cień, okrąglutki jak księżyc.
– Dobranoc, cieniu – szepnęła Zosia. – Dobranoc – odpowiedział Świetlik. – Jutro znowu będzie długi wieczór. I znowu będzie nasz.
Zosia zamknęła oczy. Za oknem jesienna noc otulała dom, a na suficie mały cień kołysał się cichutko, aż do rana.
Stwórz taką bajkę o swoim dziecku
Twoje dziecko jest bohaterem: imię, mama i tata, zwierzak, ulubione zabawki. Pierwsza bajka za darmo.
Stwórz bajkę →