Tymeki kolęda dla zasypiającego miastaTaleLampKolęda dla zasypiającego miasta
Bajka dla Tymka
MagiaBoże NarodzenieNa dobranoc
Kto dziś jest bohaterem?
Wigilia się skończyła. Talerze były już umyte, choinka mrugała w kącie, a Tymek leżał w łóżku i wcale nie spał. Na czubku choinki, tuż pod gwiazdą, spał Świetlik. Nawet nie świecił, tak się najadł makowca.
W uszach Tymka wciąż dzwoniły dzwonki. W brzuchu tańczyły pierogi. A pod powiekami błyszczały świeczki, opłatek i wielka gwiazda.
– Za dużo świąt – szepnął Tymek do sufitu. – Nie zmieszczę się w sen.
Tymek spróbował liczyć owieczki. Ale owieczki szły parami, w czapkach z pomponami, i śpiewały kolędy. Jedna miała nawet dzwonek.
Potem Tymek naciągnął kołdrę na głowę. Pod kołdrą było ciemno i ciepło, ale serce stukało jak mały bębenek: bum, bum, bum.
Z kuchni dobiegał cichy brzęk filiżanek i przyciszone głosy dorosłych. Tymek wstał i podszedł do okna. Szyba była zimna jak sopel. Za nią leżało miasto, całe w śniegu, ciche i ciemne. Tylko gdzieniegdzie świeciło jakieś okno.
– Całe miasto już śpi – powiedział Tymek. – Jak ono to robi? Pójdę posłuchać.
Na choince otworzyło się jedno zielone oczko.
– Teraz? W nocy? – mruknął Świetlik sennie.
– Tylko na chwilkę. Tak, jak się chodzi w snach.
– No dobrze – zgodził się robaczek i ziewnął. – Tak bywa tylko w snach i w Wigilię.
I szyba zrobiła się miękka jak firanka. Tymek przeszedł przez nią, lekki jak płatek śniegu, i stanął na dachu. Śnieg nie był zimny, tylko puszysty jak kołdra. Noc pachniała choinką i dymem z kominów. Zielone światełko leciało z tyłu, wolno, i co chwilę przysypiało w locie.
Pierwszy dach należał do piekarza. Z komina nie szedł dym, tylko chrapanie. Chrrr… pssss. Chrrr… pssss. Piekarz spał w fotelu z piernikiem na brzuchu, a piernik unosił się i opadał.
– To jest dźwięk do zasypiania – szepnął Tymek i schował go do kolędy. – Lulajże, lulaj, chrrr… pssss.
Drugi dach: starsza pani z kotem na kolanach. Pani spała, kot nie. Kot mruczał jak malutki silniczek: mrrr, mrrr, mrrr.
– Mogę pożyczyć? – zapytał Tymek. Kot machnął ogonem, że tak.
– Lulajże, lulaj, chrrr… pssss, mrrr, mrrr.
Trzeci dach był najwyższy: wieża kościoła. Wielki dzwon wisiał w ciemności i nic nie robił.
– Dzwon w nocy nie śpiewa – szepnął Świetlik. – Lećmy dalej.
– Cicho – powiedział Tymek. – On ziewa.
I naprawdę: dzwon ziewnął, cichutko, jak dzwon, który skończył pracę. Biiim… aaa. I jeszcze raz: biiim… aaa.
– Racja – przyznał robaczek. – Nie znam się na dzwonach.
– Lulajże, lulaj, chrrr… pssss, mrrr, mrrr, biiim… aaa.
Kolęda robiła się coraz dłuższa i coraz cichsza. Tymek śpiewał ją miastu, a miasto słuchało i spało jeszcze mocniej. Śnieg na dachach leżał równo jak pościel.
Aż Tymek zobaczył jedno okno, w którym paliła się lampka. Za oknem stała choinka z wielką gwiazdą, a na łóżku leżała jego własna kołdra, odrzucona na bok.
– Moje okno – szepnął Tymek. – Tu jeszcze nikt nie śpi. I w kolędzie brakuje jednego dźwięku. Mojego.
Tymek wśliznął się pod kołdrę. Była jeszcze cieplutka. Świetlik wrócił na czubek choinki, pod gwiazdę, i zasnął, zanim zdążył coś powiedzieć.
Tymek zaśpiewał całą kolędę od początku, najciszej, jak się da. Lulajże, lulaj. Chrrr… pssss – to piekarz. Mrrr, mrrr – to kot. Biiim… aaa – to dzwon.
I na końcu jeszcze jeden dźwięk, jego własny. Cichy oddech, równy jak śnieg. Wdech… wydech. Wdech… wydech.
Dzwonki ucichły. Pierogi zasnęły. A miasto miało nareszcie całą kolędę: piekarza, kota, dzwon i Tymka.

Dobranoc, Tymku.
Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026
Zrób książeczkę z tą bajką w środku
Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.
Ułóż książeczkę 12 bajek





