Tymeki pociąg do krainy snówTaleLamp
Mama zgasiła światło i zostawiła uchylone drzwi. Tymek leżał pod kołdrą i patrzył w sufit. Sen nie przychodził.
Wtedy łóżko drgnęło. Raz, drugi. Kołdra zaszumiała jak wiatr, a poduszka zrobiła się miękkim siedzeniem. Tudum, tudum. Tudum, tudum.
– Łóżko jedzie! – szepnął Tymek.
Z przodu, tam gdzie przed chwilą był zagłówek, zaświeciło zielone światełko. To Świetlik. Na głowie miał czapkę maszynisty, malutką jak naparstek.
– Pociąg do krainy snów! – zawołał. – Drzwi zamykać, jedziemy! A gdzie wysiadasz?
Tymek nie wiedział. W krainie snów był przecież pierwszy raz.
– Jeszcze nie wiem – odpowiedział Tymek. – Zobaczę.
– Dobrze – powiedział maszynista. – Tudum, tudum, jedziemy.
– Stacja Zabawek! – zawołał maszynista.
Pociąg się zatrzymał. Za oknem stały klocki wysokie jak domy, a między nimi jeździły auta, misie i lalki. Wszystko grało, piszczało i trąbiło. Tuuu! Piii! Bam, bam, bam!
Tymek wysiadł na peron. Auta trąbiły, misie bębniły, a lalka śpiewała bardzo, bardzo głośno.
– Tu jest wesoło – powiedział Tymek. – Ale za głośno. Aż uszy mnie bolą.
– Wsiadasz z powrotem? – zapytał maszynista.
Tymek kiwnął głową. Drzwi się zamknęły, a hałas został na peronie. Tudum, tudum. Tudum, tudum.
– Stacja Słodyczy! – zawołał maszynista.
Za oknem wszystko było różowe i pachniało watą cukrową. Ławki były z pierników, a latarnie z lizaków.
Tymek wysiadł i dotknął ławki. Ławka przykleiła się do palców. Latarnia przykleiła się do rękawa. Nawet peron się kleił!
– Ojej – powiedział Tymek. – Tu jest słodko. Ale wszystko się klei.
– Wsiadasz z powrotem? – zapytał maszynista.
Tymek odkleił rękaw od latarni i wskoczył do pociągu. W środku wytarł palce w kołdrę. Tudum, tudum. Tudum, tudum.
– Stacja Skoków! – zawołał maszynista.
Peron był z gumy i sprężynek. Kto na niego stanął, od razu podskakiwał. Hop! Hop! Hop!
Tymek wysiadł i podskoczył aż do chmurki. Potem jeszcze raz. I jeszcze.
– Hop! – wołał Tymek ze śmiechem. – Hop! Hop!
Ale po dziesiątym skoku nogi zrobiły się ciężkie. Po dwudziestym oczy same się zamykały. A peron wciąż podskakiwał i wcale nie chciał się zatrzymać.
– Tu jest wesoło – wysapał Tymek. – Ale ja już nie chcę skakać. Chcę leżeć.
Tymek wczołgał się do pociągu i opadł na miękką poduszkę. Świetlik zamigotał.
– Dokąd teraz? – zapytał tylko.
Tymek pomyślał o hałasie, o klejących palcach i o skaczącym peronie. Potem przytulił poduszkę. Była cicha i miękka.
– Chcę na stację, gdzie nic nie gra, nic się nie klei i nic nie skacze – powiedział Tymek. – Na Stację Poduszek!
– Stacja Poduszek – powtórzył maszynista całkiem cichutko i oświetlił tory.
Pociąg zatrzymał się miękko, jak liść na trawie. Za oknem nie było nic głośnego. Były tylko poduszki: duże, małe, puchate i chłodne. I jedna ciepła, w sam raz, pachnąca domem.
Tymek wysiadł powolutku i położył głowę na tej ciepłej poduszce. Poduszka nie grała. Nie kleiła się. Nie skakała. Była po prostu miękka.
– Dobrze wybrałeś – szepnął maszynista i zdjął czapkę. – Jutro pojedziemy znowu, jeśli zechcesz.
– Jutro – mruknął Tymek. – Ale zawsze… na tę stację.
Świetlik przygasł jak lampka w korytarzu. Pociąg stał cicho. Kołdra znów była kołdrą, a łóżko – łóżkiem. Tylko poduszka pamiętała, że była na dalekiej stacji.
Tudum, tudum, cichutko, jeszcze ciszej… I Tymek zasnął.

Dobranoc, Tymku.
Tekst: zespół TaleLamp · Ilustracje: powstały z pomocą narzędzi AI pod kierunkiem artystycznym zespołu · 29.09.2026
Zrób książeczkę z tą bajką w środku
Ta historia i jedenaście innych, z okładkami z imieniem Twojego dziecka i stroną na dedykację. 89 zł, PDF i czytnik online.
Ułóż książeczkę 12 bajek




