Zosia i kasztanowe ludziki: opowiadanie o jesieni dla przedszkolaków
✦ Niech bohaterem będzie Twoje dziecko
Imienia nie zapisujemy — służy tylko do pokazania bajki.
W przedszkolu pachniało jesienią. Na stolikach leżały kasztany, brązowe i błyszczące, jakby ktoś wypolerował je szmatką. Obok wykałaczki, plastelina i kubeczek z żołędziami. W kubeczku, między żołędziami, siedział Świetlik i udawał, że też jest żołędziem. Wcale mu nie wychodziło, bo żołędzie nie świecą.
– Dziś robimy kasztanowe ludziki – powiedziała pani. – Każdy swojego.
Zosia wybrała największy kasztan na brzuch i mniejszy na głowę. Wbiła dwie wykałaczki. Nóżki! Postawiła ludzika na stole i… bęc. Ludzik położył się na brzuchu.
– Twój ludzik chyba chce spać – powiedział Jaś, który siedział obok.
– Wcale nie – mruknęła Zosia. – On się uczy stać.
Wbiła nóżki jeszcze raz, mocniej. Ludzik stanął. Zachwiał się. I bęc – tym razem na plecy, z nóżkami do góry.
– Teraz opala brzuch – powiedział Jaś.
Zosia nie chciała się śmiać. Ale kącik ust sam się podniósł.
A głowa? Głowa w ogóle nie chciała się trzymać. Zosia wcisnęła ją na wykałaczkę, puściła – i mały kasztan spadł ze stołu. Tur, tur, tur po podłodze. Przeturlał się pod krzesłem, między klockami, aż pod sam but pani. Świetlik wyfrunął z kubeczka i zaświecił tuż nad nim, żeby nikt go nie zgubił.
Pani podniosła go i uniosła wysoko.
– Czy ktoś zgubił głowę? – zapytała.
Cała sala się zaśmiała. Zosia też. Trochę.
Ludzik Jasia wcale nie miał lepiej. Miał trzy nogi i ani jednej ręki, bo wykałaczki ciągle wyślizgiwały się Jasiowi z palców i wpadały do kubeczka z żołędziami.
– Mój ma trzy nogi – powiedział Jaś. – Jak stołek.
– A mój nie ma głowy – powiedziała Zosia. – I nie stoi. I nie leży. Tylko się turla.
Zosia popatrzyła na kasztan bez głowy. Potem na ręce Jasia. Potem na swoje. Cztery ręce. Dwa kasztany. I nagle wiedziała.
– Ty trzymasz, ja wbijam – powiedziała. – Tylko na hasło.
– Jakie hasło?
– Trzymaj, wbij, stoi!
Jaś złapał kasztan Zosi dwiema rękami, jak piłkę, żeby nie uciekł.
– Trzymaj! – zawołała Zosia. Jaś ścisnął mocniej.
– Wbij! – Wykałaczka weszła prosto, do samego środka.
– Stoi! – Ludzik stanął. Nie zachwiał się. Nie położył. Stał, jakby stał tak od zawsze.
– Teraz mój – powiedział Jaś.
Zosia przytrzymała jego trzynożnego ludzika. Trzymaj! Wbij! Stoi! Ludzik dostał dwie ręce. Trzecią nogę Jaś przesunął do tyłu i została ogonem.
– To pies – zdecydował Jaś. – Zawsze chciałem psa.
Hasło działało za każdym razem. Trzymaj, wbij, stoi! Mama z dużego kasztana. Trzymaj, wbij, stoi! Tata w czapce z żołędziowego kapelusika. Trzymaj, wbij, stoi! Malutki braciszek, cały z żołędzia, z jedną wykałaczką zamiast szyi.
Zosia i Jaś mówili hasło coraz ciszej, bo inne dzieci zaczęły się przysłuchiwać. Ale przy sąsiednim stoliku ktoś i tak szepnął: „Trzymaj, wbij, stoi!”. I przy następnym.
Pani podeszła i popatrzyła na stół. Cztery ludziki, jeden pies i ławeczka z kory.
– Kto to zrobił? – zapytała.
– Hasło – odpowiedziała Zosia i popatrzyła na Jasia. – I my.
Wieczorem Świetlik zaświecił na lampce, a w łóżku Zosia ułożyła poduszkę pod głową. Poduszka zsunęła się na bok.
– Trzymaj – szepnęła Zosia do siebie i przytrzymała ją ręką. – Wbij. – Wcisnęła głowę w sam środek. – Stoi.
Poduszka nie uciekła. Głowa też nie. I Zosia zasnęła prosto, jak ludzik, któremu wreszcie nic nie odpada.
Stwórz taką bajkę o swoim dziecku
Twoje dziecko jest bohaterem: imię, mama i tata, zwierzak, ulubione zabawki. Pierwsza bajka za darmo.
Stwórz bajkę →