Antoś i wielkie grzybobranie z dziadkiem
✦ Niech bohaterem będzie Twoje dziecko
Imienia nie zapisujemy — służy tylko do pokazania bajki.
Był wczesny jesienny poranek w Borach Tucholskich. Mgła wisiała między sosnami jak biała pierzyna, a pod butami cicho chrzęściły igły. Antoś niósł wiklinowy koszyk, jeszcze pusty i lekki. Na jego brzegu siedział Świetlik i świecił słabiutko, jak kropelka rosy.
– Dzisiaj znajdę największy grzyb w całym lesie – oznajmił Antoś. – Taki wielki jak talerz!
– Może i znajdziesz – powiedział dziadek i uśmiechnął się. – Ale w lesie chodzimy powoli. Grzyby nie lubią pośpiechu.
Ścieżka była miękka od mchu. Gdzieś wysoko stukał dzięcioł: puk, puk, puk. Antoś wciągnął nosem powietrze. Pachniało żywicą, mokrymi liśćmi i czymś jeszcze, czego nie umiał nazwać.
– To zapach grzybów – powiedział dziadek. – Las nam mówi, że dziś będzie dobry dzień.
Antoś rozejrzał się i aż pisnął z radości. Pod brzozą stał grzyb czerwony jak jabłko, w białe kropki, duży i piękny. Antoś wyciągnął rękę.
– Stój! – powiedział dziadek łagodnie, ale stanowczo. – To muchomor. Jest śliczny, ale trujący. Muchomora zostawiamy lasowi.
– Nawet nie dotknę? – spytał Antoś.
– Nawet nie dotkniesz. Na grzyby patrzymy oczami, a do koszyka wkładamy tylko te, które dziadek zna.
Antoś schował ręce do kieszeni i westchnął. Muchomor został pod brzozą, a Świetlik mrugnął, jakby chciał powiedzieć: „Dobrze, że go zostawiasz”.
Nagle daleko, między sosnami, Antoś zobaczył brązowy kapelusz. Ogromny! Na pewno największy w całym lesie. Pobiegł tam, ile sił w nogach, przez paprocie i mech.
Ale kapelusz okazał się zwykłą szyszką, a las wokół zrobił się gęsty i cichy. Sosny wyglądały wszystkie tak samo. Antoś zatrzymał się. Gdzie jest ścieżka? Gdzie jest dziadek?
– Dziadku! – zawołał Antoś.
– Hop, hop! – odpowiedział z daleka znajomy głos.
Świetlik zaświecił jaśniej i poleciał w stronę głosu. Antoś poszedł za nim krok za krokiem, aż spomiędzy drzew wyszedł dziadek.
– Uff – powiedział dziadek i przykucnął. – W lesie trzymamy się razem. Grzyby zbieramy tylko z dorosłym, zawsze tak, żebyśmy się widzieli. Umowa?
– Umowa – szepnął Antoś i złapał dziadka za rękę. Ręka była duża, ciepła i pachniała żywicą.
Dziadek uścisnął tę małą dłoń i nie puścił jej aż do samej ścieżki.
Szli teraz razem, powoli. Antoś postanowił, że nie będzie już szukał największego grzyba. Będzie najpierw pokazywał każdy grzyb dziadkowi! Żółty, szary, brązowy, cienki i gruby. Antoś wskazywał je palcem, jeden po drugim, i za każdym razem czekał.
Dziadek przyglądał się każdemu i kręcił głową.
– Ho, ho. Tego nie znam, tego też nie, a ten jest jeszcze za mały. Nieznane grzyby zostawiamy lasowi, Antosiu. Las wie, co z nimi zrobić.
Nieznane grzyby zostały nietknięte w ziemi, każdy na swoim miejscu, jak w łóżeczku.
Koszyk wciąż był prawie pusty. Antoś zrobił smutną minę.
– Chodź – powiedział dziadek z uśmiechem. – Pokażę ci, gdzie mieszkają prawdziwe skarby.
Podeszli do starej sosny na skraju ścieżki. Dziadek odgarnął igły i pokazał palcem. Pod korzeniem stał grzyb z brązowym kapeluszem i grubą, jasną nóżką. Nie był wielki jak talerz. Był mały, mocny i pachniał lasem.
– Borowik – powiedział dziadek. – Najprawdziwszy. Takie zbieram, odkąd byłem w twoim wieku.
– Mogę? – spytał Antoś.
– Możesz. Chwyć nisko i delikatnie wykręć.
Antoś chwycił borowika i powoli obrócił go w palcach. Grzyb wyszedł z ziemi cały, razem z nóżką. A obok stał drugi. I trzeci. Cała rodzina borowików!
– Dziadku, one tu wszystkie mieszkają! – zawołał Antoś. Tym razem nigdzie nie biegł. Zbierał powoli, jednego po drugim, a małe światełko z koszyka świeciło nad każdym kapeluszem.
Po drodze dziadek pokazał mu jeszcze rude kurki, schowane w mchu jak małe słoneczka.
– Te znam od zawsze – powiedział. – Te też mogą jechać do koszyka.
Antoś zbierał je ostrożnie, jedną po drugiej, i za każdym razem pytał: „Ta też?”. A dziadek kiwał głową.
Kiedy słońce stanęło wysoko i mgła zniknęła, koszyk był ciężki i pachnący. Wracali ścieżką do domu dziadka, a Antoś niósł go sam, obiema rękami.
Dziadek szedł obok, co chwilę zaglądał do koszyka i powtarzał, że sam by lepszych nie znalazł.
Wieczorem w kuchni dziadek nawlekał plasterki borowików na nitkę i wieszał nad piecem. W całym domu pachniało lasem, a na stole parował kubek ciepłego kakao. Antoś siedział na ławie, owinięty kocem, i liczył grzyby na sznurku. Jeden, dwa, trzy… dziesięć! Wszystkie jego własne.
– Nie znalazłem największego – powiedział cicho.
– Ale znalazłeś najlepsze – odpowiedział dziadek. – I wiesz już, które zostawić lasowi. To więcej niż największy grzyb na świecie.
Antoś ziewnął. Za oknem sosny szumiały cicho, a Świetlik usiadł na parapecie i przygasł jak mała lampka. Oczy zamykały się same. Antoś zasnął z zapachem lasu we włosach, a sosny szumiały mu kołysankę aż do rana.
Stwórz taką bajkę o swoim dziecku
Twoje dziecko jest bohaterem: imię, mama i tata, zwierzak, ulubione zabawki. Pierwsza bajka za darmo.
Stwórz bajkę →